Problemy warsztatów naprawczych z ubezpieczycielami

Dodano: 26-05-2021

Stawki dla warsztatów naprawczych za roboczogodzinę nie były podnoszone od lat. Znawcy rynku wyjaśniają, że stawka jest indywidualnie ustalana przez przedsiębiorcę, ale towarzystwa ubezpieczeniowe nie zawsze ją akceptują. Zdarza się, że nie akceptują kosztorysów wykonywanych napraw, efektem czego, dyktują ceny zrealizowanych już dla nich usług. Właściciele warsztatów są przez to zmuszeni płacić wynagrodzenia częściowo pod stołem. Powoduje to odejście najlepszych fachowców, co pogarsza jakość napraw. Taki stan rzeczy ma miejsce już od 30 lat. Problem ten zauważa Biuro Rzecznika Finansowego. 

– Stawka za roboczogodzinę prac blacharsko-lakierniczych przy rozliczaniu likwidacji szkód utrzymuje się na rynku co najmniej od 6-7 lat. Jest też nieadekwatna do obecnych czasów. I przede wszystkim rodzi wiele patologii. Serwisy nie są w stanie podnosić wynagrodzeń i tracą dobrych pracowników. Na ich miejsce przychodzą nowi, o niższych kompetencjach, a to obniża jakość obsługi – informuje Maciej Kamiński, ekspert rynku ubezpieczeniowego z HELPER CPP.

Maciej Brzeziński z Polskiej Izby Motoryzacji mówi, że towarzystwa ubezpieczeniowe stosują różną politykę wobec warsztatów, w zależności od tego, czy chcą walczyć o należne im pieniądze. Niektórych informują, że płacą według średniej stawki w regionie. Zdaniem Brzezińskiego, coś takiego jak stawka średnia nie istnieje. Znawca rynku z PIM podkreśla, że pracownicy w niektórych firmach zarabiają oficjalnie płacę minimalną lub niewiele wyższą, a resztę dostają z pominięciem świadczeń socjalnych. Co więcej, fakt zaniżania stawek za naprawy blacharsko-lakiernicze powoduje, że warsztaty nie są w stanie odłożyć kapitału rezerwowego. Problem ten uwidocznił się szczególnie w czasie pandemii, kiedy to firmy znalazły się na skraju bankructwa.

Z obserwacji Macieja Kamińskiego wynika, że serwisy coraz częściej nie chcą przyjmować pojazdów do naprawy bezgotówkowej, ponieważ to nie daje im pewnego zarobku. Nie jest to obawa bezpodstawna. Zdarza się także, że warsztaty proponują poszkodowanemu pełną obsługę za dodatkową dopłatą. Jak zaznacza Kamiński, kierowca nie może mieć takiego dylematu. Ubezpieczenie powinno bowiem pokrywać przywrócenie pojazdu do stanu sprzed wypadku.

– Zakład ubezpieczeń – stosownie do treści art. 355 § 2 k.c. – powinien określić koszty naprawy w sposób staranny, uwzględniając niezbędne do tego wszelkie elementy. Co więcej, w uzasadnieniu uchwały z dnia 13 czerwca 2003 roku, sygn. III CZP 32/03,OSNC 2004/4/51, Sąd Najwyższy wskazał, że ubezpieczyciel powinien pokryć koszty naprawy, jakie zastosował wybrany przez poszkodowanego warsztat, także wtedy gdy są one wyższe od przeciętnych, jeżeli tylko odpowiadają cenom stosowanym przez usługodawców na lokalnym rynku – przypomina Małgorzata Fonfara z Biura Rzecznika Finansowego.

Maciej Kamiński zwraca uwagę na to, że towarzystwa ubezpieczeniowe niejednokrotnie zaniżają stawkę za roboczogodzinę. Dotyczy to głównie serwisów, które nie są autoryzowanymi stacjami obsługi i nie mają umów z ubezpieczycielami na świadczenie usług naprawczych. Stanowią one znaczącą część rynku. Według eksperta, ustalenie stawki średniej nie stanowi rozwiązania problemu, ponieważ każdy warsztat powinien być oceniany indywidualnie. Serwis nieautoryzowany powinien dostać zapłatę podobną do autoryzowanego, jeśli przy naprawach zachowuje wszelkie normy technologiczne producenta.

– W sumie ok. 80 proc. napraw w Polsce odbywa się po zaniżonych cenach. Jednak nie zawsze chodzi o odrzucony kosztorys. W wielu przypadkach stawka, wpisywana przez warsztaty, jest już obniżona tylko po to, żeby towarzystwa ubezpieczeniowe nie musiały jej kreślić. Przedsiębiorcom zależy na tym, by nie wchodzić na drogę sporu przedsądowego lub sądowego – zauważa Marek Konieczny.

Maciej Kamiński twierdzi, że trzeba walczyć o wyższe stawki nie tylko przez wpisywanie ich w kosztorysy, bo i tak finalnie, ubezpieczyciele je korygują. Należy wykonać analizę ekonomiczno-finansową oraz ocenę stanu technicznego i technologicznego firmy, zakończoną stosownym certyfikatem. Mając mocne argumenty, serwis ma realne szanse na wygranie ewentualnego sporu sądowego z ubezpieczycielem o poniesione koszty naprawy. W opinii eksperta HELPER CPP, coraz więcej warsztatów decyduje się na podjęcie walki o godziwe wynagrodzenie. Nacisk na zmianę stawek na rynku byłby silniejszy, gdyby taka inicjatywa przyjęła rozmiar ogólnopolski.

– Warsztat ma szansę wygrać w sądzie, jeśli zatrudni prawników, którzy wiedzą, jak powinna wyglądać naprawa blacharsko-lakiernicza. Powinni oni dochodzić roszczeń na podstawie rzetelnego kosztorysu powykonawczego. Muszą mieć świadomość tego, czego jako pełnomocnicy mają się domagać zgodnie z technologią naprawy i organizacją pracy. Niestety w branży motoryzacyjnej nie mamy jeszcze zbyt wielu takich specjalistów, którzy potrafią sobie z tym perfekcyjnie radzić. Tymczasem biegli sądowi zwracają się do Polskiej Izby Motoryzacji z prośbami o opinie – przekonuje Maciej Brzeziński.

Dane Biura Rzecznika Finansowego pokazują, że coraz mniej poszkodowanych podejmuje walkę. Liczba wniosków dot. stawek za roboczogodziny, stosowanych w kosztorysach, a także ich udział w całej puli spraw obejmujących OC, spada od 2015 roku. 6 lat temu było to 6 proc., a rok temu 4 proc. Jak zapewnia Małgorzata Fonfara, kwestia ta jest szeroko poruszana przy okazji składania skarg w innych sprawach. Problem jest większy niż pokazują to statystyki. Pomoc Rzecznika Finansowego ogranicza się jedynie do udzielania odpowiedzi ogólnych na skierowane zapytania, ponieważ Rzecznik nie ma ustawowych kompetencji by działać w sprawach z wniosku zakładów naprawczych.

wstecz