Euler Hermes: Należy spodziewać się 15 proc. wzrostu liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw

Dodano: 27-12-2017
Kategorie :

Nie ma jednego sektora, który „pogrążałby” całą gospodarkę. Obecnie liczba firm tracących płynność finansową jest stosunkowo wysoka zarówno w produkcji, usługach i handlu, a w przekroju całego roku wzrosła także w budownictwie.

Trzeci kwartał tego roku zamknął się z najwyższą od 2012 r. liczbą niewypłacalności w skali jednego kwartału. Nie oznacza to wspólnego mianownika tych problemów czy też kryzysu, sytuacja jest efektem równoczesnego wystąpienia kłopotów w poszczególnych sektorach.

Postępowania naprawcze, które często zastępują postępowania restrukturyzacyjne, z tym że w odróżnieniu od nich odbywają się nie na koszt restrukturyzowanej firmy, ale jej wierzycieli wywołują efekt domina niewypłacalności kolejnych podmiotów w łańcuchu dostaw. Wiele firm nie gromadzi kapitału zapasowego, a co za tym idzie są podatne na wszelkie zawirowania rynkowe. Obecnie dystrybutorzy preferują partnerów o dużym zakresie działalności, efektem takich działań jest likwidacja lokalnych odbiorców produkujących na rynek krajowy.

W 2017 r. budownictwo rozwijało się wolniej (biorąc pod uwagę skalę spadku w roku ubiegłym) niż wszyscy na to liczyli. Uderza to w dostawców usług i materiałów budowlanych – tak rozumiane budownictwo (łącznie z firmami wykonującymi prace budowlane) generuje aż 40 proc. niewypłacalności.

Blisko 40 proc. niewypłacalności to przypadki postępowań restrukturyzacyjnych – ich liczba cały czas rośnie. Nie można ich lekceważyć ze wzgledu na to jaki mają wpływ na gospodarkę: firma nie znika z rynku jak w przypadku klasycznej upadłości likwidacyjnej, ale nie reguluje swoich zobowiązań wobec wierzycieli.

Co miesiąc mamy do czynienia z wieloma przypadkami wygaszenia postępowania naprawczego i jego zmiany na upadłość. „Nie wszystkie postępowania naprawcze kończą się powodzeniem. Sama zmiana prawa do tego nie wystarczy – gdyż pomimo uproszczenia procedur, wytyczenia kilku gotowych scenariuszy o powodzeniu decyduje nie prawo, ale realia ekonomicznie w danym przypadku” – ocenia Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Sekret konkurencyjności polskiego sektora MSP to niskie ceny i marże

„Przy niskiej rentowności i ograniczonych możliwościach generowania gotówki z podstawowej działalności, firmom radzącym sobie na bieżąco nie udaje się zgromadzić kapitału, tej swoistej „poduszki finansowej” pomagającej przetrwać jakiś trudniejszy okres w biznesie, np. wzmożone kontrole skarbowe” – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka. W tej sytuacji mamy do czynienia raczej z trwaniem, a nie rozwijaniem biznesu. Firmy, które „przesuwają z lewa na prawo” i niewiele na tym zarabiają, czyli mają bardzo niską marżę, nie generują wartości dodanej. Jednocześnie mają stosunkowo wysokie zadłużenie i problemem staje się nawet małe załamanie rynku ich odbiorców.

„Obecnie obracamy się w środowisku historycznie najniższych stóp procentowych, należy spodziewać się, że koszty prędzej czy później wzrosną. Jeśli teraz, przy tak niskich stopach procentowych jest tak wiele firm – co miesiąc kilkadziesiąt - które mają małe zyski, że nie radzą sobie z obsługą swojego długu, kosztu pieniądza, to co będzie, gdy stopy procentowe wzrosną o punkt czy dwa?” – dodaje Tomasz Starus.

Sektor przemysłowy – korzysta jedynie na eksporcie?

Rynek wewnętrzny, mimo iż wiąże się z rosnącą liczbą zamówień, nie zapewnił wystarczających dla utrzymania płynności przepływów finansowych producentom. Problem dotyczy materiałów budowlanych oraz inwestycyjnych, ale także art. konsumpcyjnych (producenci żywności, leków, obuwia, ubrań, kosmetyków itp. wyrobów).

Koncentracja, z jaką mamy do czynienia w dystrybucji art. konsumpcyjnych w detalu pociągnęła za sobą koncentrację w hurcie i produkcji. Spada liczba małych sklepów, ich miejsce zajmują sieci i dyskonty (szacujemy ich udział w rynku na ponad 60 proc.), a pozostałe lokalne sklepy chcąc konkurować z nimi cenowo, dołączają do sieci zakupowych i programów afiliacyjnych wielkich dystrybutorów. Znika klient lokalnych producentów.

„Koncentracja dystrybucji wymusza koncentrację produkcji” – ocenia Tomasz Starus. „Sytuacji nie zmieni inflacja cen – możliwość odbudowania przy okazji w pewnym stopniu marż. Jest to gra o to, kto ma mocniejszą pozycję przetargową – odbiorca czyli hurtownik/detalista czy producent. W tej chwili handel ma przewagę, gdyż sieci handlowych jest mniej niż producentów żywności. Sklepy, które nie są zrzeszone mają gorsze warunki cenowe więc są słabsze finansowo i gorzej płacą, co dodatkowo odbija się na ich małych, niezależnych dostawcach.”

wstecz