Odpowiedzialność na zasadzie ryzyka nie ma charakteru absolutnego

Dodano: 29-03-2016
Publikator: Sąd Apelacyjny w Krakowie Sygnatura: I ACa 1356/15

Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z 1 grudnia 2015 r. (sygn. akt I ACa 1356/15) podtrzymał stanowisko Sądu Okręgowego w Nowym Sączu z dnia 10 czerwca 2015 r. (sygn. akt I C 35/13), który orzekł, że rodzice, którzy nie zapewnili skutecznej opieki małemu dziecku, przyczynili się do jego śmierci pod kołami samochodu. Dlatego ani oni, ani rodzeństwo nie mogą liczyć na zadośćuczynienie od ubezpieczyciela kierowcy.

Rozpoznawana sprawa dotyczyła roszczeń członków rodziny o zapłatę 50 tys. zł na rzecz małżonków po oraz 30 tys. zł na rzecz każdego z rodzeństwa tytułem zadośćuczynienia za krzywdę doznaną w związku ze śmiercią syna i brata, który został tragicznie potrącony na placu przed domem poszkodowanego. Chłopiec w dniu wypadku miał niecałe 4 lata. Dziecko, pozostawione przez jakiś czas bez opieki, wyszło samo na plac parkingowy, znajdujący się przed domem i wbiegło pod ruszający samochód dostawczy. W tym czasie zobowiązanym do opieki nad synem był ojciec, który w trakcie zdarzenia był zajęty innymi sprawami, a młodszym bratem miała zająć się dorosła córka, która pracowała w sklepie należącym do rodziców. Kierowca samochodu, po dostarczeniu towaru do sklepu wsiadł do samochodu. Spojrzał prawidłowo w lusterka wsteczne i ruszył z miejsca, gdy właśnie pod koła nagle wpadło małe dziecko. Zdarzenie zostało zarejestrowane na nagraniach kamer monitoringu zamontowanych w otoczeniu sklepu.

Prokurator umorzył śledztwo w sprawie wypadku z powodu braku znamion czynu zabronionego. Kierowca był trzeźwy, nie naruszył żadnych zasad bezpieczeństwa i nie przyczynił się do zaistnienia wypadku. Innego zdania byli rodzice dziecka. Wystąpili do zakładu ubezpieczeń kierowcy samochodu dostawczego o wypłatę zadośćuczynienia. Ubezpieczyciel odmówił, argumentując, że kierowca nie ponosi odpowiedzialności za wypadek. Nie mógł dostrzec dziecka ze względu na gabaryty pojazdu i wzrost dziecka. Zdaniem ubezpieczyciela wyłączną przyczyną wypadku był brak nadzoru rodziców nad dzieckiem, co wyłącza odpowiedzialność posiadacza pojazdu mechanicznego, ponoszącego odpowiedzialność na zasadach ryzyka.

Podobnego zdania był Sąd I instancji. Zauważył, że śmierć małego dziecka u wszystkich członków rodziny mogła wywołać traumatyczne przeżycia. Jak stwierdził biegły psycholog, stratę brata najbardziej przeżywały jego dwie małoletnie siostry, które były z nim mocno emocjonalnie związane. Po wypadku ujawniły się u nich problemy emocjonalne, wzrósł poziom lęku, obniżyła się koncentracja i pojawiły się problemy w nauce. U jednej z dziewczynek zaobserwowano symptomy depresji, obwiniała siebie za śmierć brata, bo widziała, jak zbiegał ze schodów. Zdaniem biegłej, dziewczynki powinny być pod opieką psychologa. Cierpiała także matka, która obwinia kierowcę za śmierć dziecka i żądała przeprosin. Zdarzenie nie spowodowało jednak u niej trwałych następstw psychiatrycznych, podobnie jak u ojca i dwojga dorosłych dzieci. Sąd przypomniał, że odpowiedzialność samoistnego posiadacza pojazdu mechanicznego jest to odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, dla której przyjęcia wystarcza, aby osoba poszkodowana wykazała zaistnienie szkody, zdarzenie wywołujące tę szkodę oraz związek przyczynowy między tym zdarzeniem a szkodą. Poszkodowany nie musi natomiast wykazywać winy sprawcy szkody. Odpowiedzialność na zasadzie ryzyka nie ma jednak charakteru absolutnego. Może być wyłączona, jeśli szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej, z wyłącznej winy poszkodowanego lub osoby trzeciej. Ciężar wykazania takich okoliczności obciąża osobę, która chce się od odpowiedzialności zwolnić. Co jednak istotne, odpowiedzialność na zasadzie ryzyka nie będzie wyłączona, jeśli poszkodowanemu nie można przypisać winy ze względu na jego wiek lub stan psychiczny. Sąd uznał, że jedyną przyczyną wypadku było nieprawidłowe zachowanie się poszkodowanego. Jemu jednak nie można przypisać odpowiedzialności za wypadek z uwagi na wiek. Można ją natomiast przypisać rodzicom, bo oni mają obowiązek ochrony małoletnich dzieci przed grożącymi im niebezpieczeństwami i szkodami, których dzieci nie są w stanie dostrzegać i unikać ze względu na swój wiek. Dlatego przyczynienie się rodziców do powstania szkody, która dotknęła ich małoletnie dzieci, jest równoznaczne z przyczynieniem się samych poszkodowanych. Jak wyjaśnił Sąd, obowiązek dbałości o życie i zdrowie dziecka może wynikać nie tylko z przepisów prawa, ale również ze zwykłego rozsądku, popartego doświadczeniem, co nakazuje podjęcie niezbędnych czynności zapobiegających możliwości powstania zagrożenia dla zdrowia lub życia dziecka. Sąd podkreślił, że poszkodowany w chwili wypadku pozostawał bez nadzoru osób dorosłych. Wprawdzie była to chwila, gdy zbiegł z poddasza na plac manewrowy, jednak ten niedługi moment doprowadził do tragicznego wypadku. Dziecko w wieku 3,5 lat powinno być pod ciągłą kontrolą z uwagi na nieprzewidywalność zachowania i to jeszcze w tak niebezpiecznych warunkach, jakie panowały na posesji powodów, gdzie odbywał się ruch kołowy samochodów. W konsekwencji Sąd oddalił powództwo o zadośćuczynienie. Wyrok zaskarżyli wszyscy powodowie. Ich zdaniem szczególna kontrola, na którą powołał się Sąd I instancji, musiałaby polegać na stałym trzymaniu za rękę małoletniego syna, bądź na wydaniu zakazu poruszania się po własnym podwórku.

Sąd Apelacyjny nie podzielił ich stanowiska i oddalił apelację. Jak uzasadnił, własne podwórko w tym przypadku było placem manewrowo-parkingowym, po którym poruszały się samochody, również te dowożące towar do sklepu powodów, trudno więc sobie wyobrazić, że może po nim bezpiecznie poruszać się 3-letnie dziecko bez opieki. Wyrok jest prawomocny.

wstecz