Kto ponosi odpowiedzialność za wypadek, który miał miejsce na statku?

Autor: Paulina Wiensak

Dodano: 20-03-2016
Publikator: Sąd Apelacyjny w Gdańsku Sygnatura: V ACa 240/15
Kategorie :

Sąd Apelacyjny w Gdańsku w wyroku z 3 listopada 2015 r. (sygn. akt: V ACa 240/15) orzekł, że za szkody, jakie poniosła pasażerka, może odpowiadać armator statku, ale nie na zasadzie ryzyka, lecz winy.

W rozpoznawanej sprawie z powództwem przeciwko armatorowi statku i towarzystwu ubezpieczeń wystąpiła poszkodowana, która w wyniku uderzenia przez falę upadła na burtę. W wyniku zdarzenia kobieta doznała obrażeń ciała. Powódka domagała się 151 tys. zł tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia. Za podstawę roszczeń wskazała art. 435 Kodeksu cywilnego, który określa odpowiedzialność na zasadzie ryzyka za działalność przedsiębiorstwa wprawianego w ruch za pomocą sił przyrody.

Sąd okręgowy oddalił roszczenie kobiety. W uzasadnieniu Sąd stwierdził, że nie ma podstaw do zastosowania odpowiedzialności armatora na podstawie ryzyka. Ponadto, jak zauważył Sąd, zgodnie z treścią art. 181 § 1 Kodeksu morskiego przewoźnik odpowiada za szkody na osobie pasażera oraz za szkody w jego bagażu zgodnie z postanowieniami Konwencji ateńskiej w sprawie przewozu morzem pasażerów i ich bagażu. Konwencja wskazuje, że odpowiedzialność przewoźnika za szkodę powstałą w wyniku śmierci pasażera lub odniesionego przez niego uszkodzenia ciała i rozstroju zdrowia oraz utraty lub uszkodzenia bagażu oparta jest na zasadzie winy lub niedbalstwa przewoźnika, jego pracowników albo agentów działających w ramach zatrudnienia. Sąd nie obarczył odpowiedzialnością za wypadek przewoźnika, a w konsekwencji także jego ubezpieczyciela. Sąd podniósł, że rejs obsługiwała wykwalifikowana załoga, statek posiadał stosowny certyfikat bezpieczeństwa oraz przewoził dozwoloną liczbę pasażerów, a warunki pogodowe były sprzyjające żegludze. Postępowanie nie wykazało, aby kapitan zachowywał się nieodpowiedzialnie, bądź prowadził kurs bez zachowania standardów bezpieczeństwa, np. wykonując ostre manewry. Sąd podniósł, że pokrzywdzona jako osoba dorosła powinna być świadoma zachowania szczególnej ostrożności przy poruszaniu się na pokładzie, niestabilności i stałego kołysanie podłoża, czy śliskiej nawierzchni. Sąd także zgodził się ze stanowiskiem zakładu ubezpieczeń, że „nie ma legitymacji biernej do uczestnictwa w procesie”. Sąd podniósł, że przepisów Kodeksu cywilnego, stanowiących o możliwości uprawnionego dochodzenia roszczenia od ubezpieczyciela, nie stosuje się do ubezpieczeń morskich. W Kodeksie morskim nie ma przepisu o możliwości dochodzenia roszczenia bezpośrednio od ubezpieczyciela. A więc, kobieta powinna najpierw wystąpić z roszczeniem do przewoźnika i dopiero po stwierdzeniu jego winy uruchamia się odpowiedzialność ubezpieczyciela.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał wyrok w mocy. Ponadto zauważył, że roszenie wobec armatora statku przedawniło się. Zgodnie z postanowieniami Konwencji ateńskiej, termin przedawnienia wynosi dwa lata i biegnie od dnia opuszczenia statku przez pasażera.

Pliki do pobrania

wstecz