Rodzice lub opiekunowie prawni karani za brak noszenia maseczki przez nastolatka, czyli „koronawirusowa” wykładnia prawa

Specjalista: Piotr Czublun

Stanowisko: radca prawny, senior partner w Kancelarii CZUBLUN TRĘBICKI

Data dodania: 22-10-2020

Zgodnie z tym, co podaje PAP, w ślad za portalem prawo.pl, rząd podobno zamierza karać mandatami rodziców, a być może również nauczycieli nastolatków, którzy nie przestrzegają nakazu noszenia maseczek.

Nie jest to co prawda zagadnienie stricte ubezpieczeniowe, ale warto chyba jak najszerzej komentować tego typu absurdy i pomysły, które w niczym nie poprawią obecnej sytuacji. Nie piszę też tego po to, aby manifestować swoje poglądy polityczne, bo to moja prywatna sprawa, jednak niezależnie od tego, jaka opcja polityczna proponowałaby podobne idiotyzmy, moja ocena byłaby dokładnie taka sama.

Nakładanie mandatów za brak maseczki (chyba wreszcie uregulowane w trybie ustawowym, co powinno zakończyć dyskusje o legalności tego typu kar) ma charakter zbliżony do odpowiedzialności karnej (tego typu zachowanie będzie najprawdopodobniej kwalifikowane jako wykroczenie). Już elementarz prawniczy uczy, że odpowiedzialność za działania lub zaniechania, które podlegają odpowiedzialności karnej, ma charakter odpowiedzialności osobistej (nie mogę też ubezpieczyć się od odsiadki w więzieniu). Jeżeli mój piętnastoletni syn ukradnie samochód, to nie ja będę ponosił odpowiedzialność z tego tytułu (pomijam oczywiście rodzaj moralnej odpowiedzialność rodzica za wychowanie dziecka). Jeżeli sąd uzna go za winnego, wówczas to on, a nie ja, poniesie stosowne konsekwencje (np. umieszczenie z zakładzie poprawczym).      

Co zatem zmieniło się w zasadach tej odpowiedzialności, odkąd zapanował koronawirus? Być może mamy do czynienia z nową metodą wykładni prawa, czyli wykładnią „koronawirusową”, którą można usprawiedliwić największe nawet absurdy. Próbuję oczywiście zrozumieć panikę po stronie rządzących i rozszerzanie do granic zdrowego rozsądku listy zakazów i nakazów (inny przykład to zakaz szkoleń i konferencji on-line w czerwonej strefie!!!), jednak doświadczenie ojca trójki nastolatków uczy, że to nie jest metoda na przekonanie nastolatka czy nastolatki do czegokolwiek. Pomijając oczywiście pozbawione, moim zdaniem, podstaw rozciąganie odpowiedzialności osobistej za wykroczenia dzieci na rodziców czy opiekunów, o wiele lepsze efekty można byłoby osiągnąć, przygotowując dobrze przemyślaną i zaplanowaną kampanię społeczną z wykorzystaniem przede wszystkim mediów społecznościowych. Młodego człowieka trzeba najpierw przekonać do jakiejś idei, pokazać mu odpowiednią perspektywę i w zdecydowanej większości przypadków nie będą konieczne jakiekolwiek zakazy czy obostrzenia, bo młodzież sama zrozumie potrzebę stosowania takich dodatkowych zabezpieczeń. Mam nawet pomysł na tytuł takiej kampanii „zaMASKUJMY SIĘ”.   

Jednak mam nieodparte wrażenie, że mimo deklaracji o chęci dotarcia do młodych, obecna władza nie ma najmniejszego pomysłu na to jak to zrobić i woli działać metodami, które z całą pewnością przyniosą efekty odwrotne od zamierzonych.  

Komentarze (0)
lista opinii