II Raport Rzecznika – „bo każdy pijak to złodziej”

Autor: Piotr Czublun

Dodano: 21-04-2016

Czytając II Raport Rzecznika Finansowego, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Stanisław Bareja tworząc jeden ze swoich wielu kultowych filmów, czyli „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, był nie tylko niezwykłym obserwatorem komunistycznej rzeczywistości, ale też wizjonerem.

Jedna z bardziej charakterystycznych scen z tego filmy, to akcja z kurczakiem, kiedy to klient niezadowolony z obsługi (sprzątaczka brudną szmatą podaje mu kurczaka), próbuje interweniować u kierownika supermarketu (w tej roli jak zawsze świetny Janusz Gajos). Oskarżony przez personel sklepu o próbę kradzieży, jak się wyraził klient „corpus delicti”, czyli kurczaka, nieszczęsny klient dowiaduje się, że jest złodziejem, a skoro jest złodziejem, to musi być pijakiem, cytując fragment dialogu „To złodziej i pijak, bo każdy pijak to złodziej”.

Jaki jednak związek ma ta scena z ostatnim raportem Rzecznika Finansowego, ano taki, że parafrazując cytowany fragment filmu w kontekście treści raportu, można śmiało powiedzieć, że „ubezpieczyciele, a nawet banki, to oszuści, bo każdy ubezpieczyciel i bank to oszust”. 

Rysowany w Raporcie, jednostronny i pozbawiony analizy rzeczywistych danych obraz rynku ubezpieczeniowego jest z całą pewnością nieprawdziwy. Lektura raportu przez osoby nieznające specyfiki rynku, prowadzi do jednego wniosku – wszyscy ubezpieczyciele życiowi sprzedający ubezpieczenia inwestycyjne i banki stworzyli sobie z Polski jeden wielki kombinat, na którym uprawiają swój niecny proceder, okradając Polaków z oszczędności ich życia, bo przecież każdy bank i ubezpieczyciel to oszust.  

W mojej ocenie z takim obrazem rynku finansowego w Polsce nie sposób się zgodzić. Z całą pewnością ten rynek, jeżeli idzie o poziom nadużyć, w niczym nie odstaje od innych branż. Wszędzie znajdziemy ludzi nastawionych na szybki zysk, nieliczących się z innymi. Jednak na szczęście tacy ludzie są w zdecydowanej mniejszości, bo inaczej już dawno należałoby pozamykać wszystkie fabryki pralek, które psują się chwilę po zakończeniu gwarancji, super wydajnych garnków, które okazują się „chińską” podróbką, czy wreszcie wszystkie biura podróży, bo przecież hotel i miejsce wymarzonych wakacji prezentowane przez sprzedawcę bardzo często w niczym nie przypominają tego, co zastajemy na miejscu.

Czy jednak ktokolwiek odpowiedzialny przygotowuje podobne raporty względem sprzedawców RTV/AGD, garnków, czy agencji turystycznych?

Warto też pamiętać o tym, że rynek finansowy w Polsce, w tym rynek ubezpieczeniowy, daje pracę setkom tysięcy Polaków. Absolutna większość z nich uczciwie wykonuje swoją niełatwą pracę. Ktoś, kto w życiu nie sprzedał choćby jednej polisy ubezpieczeniowej, a szczególnie polisy na życie, nie ma pojęcia, jak ciężki jest to kawałek chleba. Przecież sprzedawcy ubezpieczeń to są tacy sami ludzie, jak ci, w imieniu których Rzecznik zdaje się przemawiać. Czy wobec tego godzi się traktować wszystkich pośredników prawie jak członków zorganizowanej grupy przestępczej? W jaki sposób agent ubezpieczeniowy, który postanowił budować przyszłość swoją i swojej rodziny właśnie w oparciu o ten zawód, ma dzisiaj przekonać klientów, że reprezentuje wiarygodnego partnera finansowego, któremu można zaufać? Przecież klienci najczęściej nie rozróżniają tego czym różni się klasyczne ubezpieczenie na życie od ubezpieczenia z UFK, a nieraz nawet od ubezpieczenia OC. Ubezpieczenie, to dla większości po prostu ubezpieczenie i bazując jedynie na przekazie medialnym po publikacji raportu, większość potencjalnych klientów z całą pewnością uzna, że „każdy bank i ubezpieczyciel to oszust”. Czy ktokolwiek w takiej sytuacji kupi dobrowolne ubezpieczenie? Z całą pewnością grono takich osób znacząco się właśnie zmniejszyło.

Czytając raport można odnieść wrażenie, że w opinii Rzecznika nadużyciami ze strony ubezpieczycieli i ich dystrybutorów dotkniętych zostało miliony Polaków, stąd konieczne są zdecydowane i szybkie działania, których do tej pory było zbyt mało. Czy jest to jednak właściwa diagnoza?

Patrząc na cyfry (w większości szacunkowe, bo szczegółowe dane nie są póki co dostępne) jakiekolwiek uwagi i zastrzeżenia (czy to w formie skarg do regulatorów, czy też w postaci pozwów przeciwko ubezpieczycielom) do ubezpieczeń o charakterze inwestycyjnym zgłosiło kilkanaście tysięcy Polaków (Rzecznik w raporcie wspomina co prawda o dziesiątkach tysięcy samych pozwów, jednak nie podaje na potwierdzenie tej tezy jakichkolwiek wiarygodnych źródeł, a w mojej ocenie, bazując na danych pozyskanych od większości ubezpieczycieli uczestniczących w tego typu postępowaniach, ich liczba nie przekracza kilkunastu tysięcy). Rzecznik sam podaje w raporcie, że na przestrzeni 6 lat zgłoszono do niego niecałe 4500 skarg. Można założyć, że podobna, a nawet pewnie znacznie mniejsza liczba skarg trafiła do KNF lub też do UOKIK. Dodatkowo w większości będą to te same osoby, które równocześnie skarżą się do wszystkich możliwych „instancji”. W efekcie mówimy łącznie o kilkunasty tysiącach niezadowolonych klientów. Oczywiście jest to liczba bardzo duża w wartościach bezwzględnych, ale gdy odniesiemy ją do liczby wszystkich klientów posiadających ubezpieczenia o charakterze inwestycyjnym, to już nie wygląda to tak drastycznie. Liczba klientów posiadających ubezpieczenia o charakterze inwestycyjnym jest szacowana na kilka milionów osób. W efekcie kilkanaście tysięcy skarżących się, to nawet nie jest promil tych, którzy posiadają produkty tego typu. Oczywiście można stawiać tezę, że pozostałe kilka milionów osób zostało tak zmanipulowanych, że nawet nie chce dochodzić swoich praw, ale zapewne w taką tezę nawet sam Rzecznik nie uwierzy. Można też założyć, że tych kilka milionów ludzi po prostu nie wie, jak dochodzić swoich praw, ale biorąc pod uwagę ogromny szum medialny w ostatnich latach wokół tego typu produktów taka teza też będzie nieuprawniona. Być może te kilka milionów Polaków zakłada, że nie ma szans w starciu z ubezpieczycielami i ich prawnikami, ale tę tezę też bardzo łatwo obalić, bo liczne przykłady chętnie podnoszone przez media, wygranych procesów i działań regulatorów, jedynie zachęcają do walki przed sądem, albo innymi organami. Skoro należy wykluczyć tezy o masowej manipulacji, niewiedzy lub obawach przed brakiem szans na wygraną, to właściwie pozostaje tylko jedyna teza – te kilka milionów Polaków, którzy kupili polisy inwestycyjne, zrobili to w pełni świadomie, wiedząc co kupują i na jakie warunki się godzą i dzisiaj nie szukają jakichkolwiek wybiegów, aby wycofywać się z zawartych umów. A trzeba też pamiętać, że kancelarie odszkodowawcze, a nawet niektórzy pośrednicy ubezpieczeniowi, chętnie odwiedzają takich klientów, zachęcając ich do zerwania umowy ubezpieczenia i domagania się wyrównania szkód od ubezpieczycieli. Na szczęście zdecydowana większość Polaków to ludzie odpowiedzialni, w pełni świadomi swoich decyzji i odporni na manipulacje.

Oczywiście cała ta analiza nie zmienia oczywistego faktu, że kilkanaście tysięcy niezadowolonych, a często oszukanych klientów, to nadal bardzo dużo. Jednak w mojej ocenie właściwe zadbanie o interesy tej grupy klientów nie powinno polegać na publikacji raportów dalekich od rzetelnej oceny rzeczywistości, ale na podjęciu stosownych działań, do których Rzecznik Finansowy ma wszelkie narzędzia, zmierzających do ukarania winnych zaniedbań, a nawet przestępstw na rynku finansowym.

Kończąc muszę przyznać, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Raport został napisany przy z góry założonej tezie, zgodnie z zasadą, iż „Cel uświęca środki”. Stąd też oparcie się w Raporcie na fragmentarycznych danych, nieprawomocnych wyrokach i decyzjach i w efekcie nieuprawnione ferowanie wyroków nad całym rynkiem, na kształt sądów kapturowych w dawnej Rzeczypospolitej. Jednakże sądy kapturowe działały w okresie bezkrólewia, do czasu wyboru nowego władcy, a nic mi nie wiadomo na temat tego, aby w dzisiejszej Polsce nie było demokratycznie wybranej władzy. Mamy zarówno rząd, jak i parlament oraz niezawisłe sądy i chyba nie ma potrzeby, aby Rzecznik Finansowy przejmował ich role. Być może lepiej byłoby energię i koszty spożyte na przygotowanie Raportu poświęcić na jeszcze lepszą akcję edukacyjno-informacyjną, bo z całą pewnością Raport nie służy ani jednemu, ani drugiemu.

wstecz