Dlaczego wybuchają afery finansowe?

Autor: Paulina Wiensak

Dodano: 30-04-2020

Korzystając z czasu izolacji, postanowiłam nadrobić zaległości filmowe. W zeszłym tygodniu natrafiłam na film pt. „Pralnia”. Reżyser Steven Soderbergh wziął na warsztat aferę Panama Papers. Opowiedział ją z dwóch perspektyw - założycieli kancelarii Mossack Fonseca (tu w role wcielili się Gary Oldman oraz Antonio Banderas) oraz Ellen Martin pokrzywdzonej wdowy, odkrywającej aferę (w tej roli wystąpiła Meryl Streep).

Główna bohaterka kilkakrotnie zostaje pokrzywdzona wskutek działania spółek offshore’owych, w tym działającego w ten sposób towarzystwa ubezpieczeń. W wyniku nieszczęśliwego zdarzenia jej mąż ginie podczas rejsu barką po jeziorze. Okazuje się, że firma organizująca wodne przeprawy skorzystała z tańszej oferty towarzystwa, które w międzyczasie zostało nabyte przez spółkę fasadową z siedzibą w Nevis, na Wyspach Karaibskich. W związku z tym roszczenia kobiety jak i pozostałych osób, których bliscy zginęli w katastrofie, nie mogą zostać zrealizowane. Ellen Martin postanowiła prowadzić śledztwo na własną rękę. I tak dowiaduje się o istnieniu spółek fasadowych i panamskiej kancelarii wyspecjalizowanej w praniu brudnych pieniędzy.

Historia ta zachęciła mnie do przeglądu polskiego i amerykańskiego systemu nadzoru ubezpieczeniowego. W USA nadzór nad rynkiem finansowym jest zdezintegrowany. Każdy z sektorów (bankowy, ubezpieczeniowy oraz papierów wartościowych) posiada odrębny, własny nadzór.  Sektor ubezpieczeniowy podlega kontroli urzędów stanowych, których działalności na szczeblu ogólnokrajowym koordynowana jest przez Krajowe Stowarzyszenie Komisarzy Ubezpieczeniowych (National Association of Insurance Commissioners, NAIC). Za pośrednictwem NAIC stanowe organy ds. ubezpieczeń ustalają standardy i najlepsze praktyki, przeprowadzają wzajemną ocenę i koordynują nadzór regulacyjny.

Eksperci od lat podkreślają, że duże rozdrobnienie w systemie nadzorczym nie sprzyja zachowaniu bezpieczeństwa na rynku finansowym. Amerykańskie rozwiązanie pozostaje nieadekwatne do współczesnych realiów rynku finansowego, tj. przenikania się spółek z różnych obszarów finansowych, szybki transfer ryzyka i coraz większa złożoność produktów. Powoduje to, że nawet nadzorcy nie są w stanie szybko zlokalizować istniejących ryzyk i wahań rynku. Najprostszym przykładem jest  choćby kryzys finansowy z 2008 r.. Wielu specjalistów podkreślało, że wina za jego powstanie i skutki w dużej mierze leży po stronie państwa i zdezintegrowanego systemu nadzoru.

Jednak, jak pokazuje polski rynek, integracja nadzoru finansowego to nie jedyne antidotum na nieuczciwe spółki oferujące produkty finansowe. Wystarczy wspomnieć obecne problemy obligatariuszy GetBack czy posiadaczy ubezpieczeń na życie z elementem inwestycyjnym, którym nie zostało przedstawione ryzyko inwestycyjne w rzetelny i zrozumiały sposób. Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie winą za aferę GetBack po części obarczyła organy nadzoru, wskazując na opieszałość w interweniowaniu na napływające sygnały od klientów i sygnalistów a także niepodejmowaniu odpowiednich działaniu. Jednakże, niezależnie od oceny tych konkretnych przypadków, z całą pewnością można stwierdzić, że zintegrowany nadzór nad rynkiem finansowym, a z takim mamy do czynienia w Polsce, wyposażony jest w znacznie lepsze narzędzia pozwalające na monitorowanie rynku i ochronę konsumentów. Jednak trudno zakładać, że nadzorcy, nawet najlepsi i najbardziej kompetentni, są w stanie uchronić przed zakusami nieuczciwych finansistów, a takich nigdy nie brakowało i z całą pewnością nigdy nie znikną, bo jak mawiał Gordon Gekko, bohater innej hollywoodzkiej produkcji, to „chciwość napędza świat”.     

A zatem jak uchronić konsumentów przed nadużyciami ze strony nierzetelnych firm oraz zniechęcić spółki do nieuczciwych praktyk? Zainteresowanych odsyłam do filmu i końcowego apelu głównej bohaterki. Naprawdę warto.

wstecz